04.01.2016

Zima - najtrudniejszy przeciwnik?


Wielu z nas słyszało, że Hitler przegrał wojnę, ponieważ jego armia nie była przygotowana do rosyjskiego klimatu. Z kolej Armia Sowiecka, długo męczyła się z małą Finlandią, dlatego że była słaba, czy może dlatego, że musiała atakować w bardzo niesprzyjających warunkach? Jak było naprawdę? 

Wstęp

W roku 1939 Armia Sowiecka odnosiła zwycięstwo za zwycięstwem. Najpierw w sierpniu rozbiła w Mongolii Armię Kwantuńską (Japończyków) w bitwie pod Chałchyn-Goł. Następnie wspólnie z Hitlerem podzieliła między siebie tereny II Rzeczypospolitej. Wszystkie te kampanie były przeprowadzone bardzo szybko, przy niewielkich stratach własnych. Niedługo miało się to zmienić. Kampania przeciw Finlandii miała w zamyśle jej twórców trwać trzy tygodnie. Skończyła się jednak dopiero po 3 miesiącach. Dlaczego tak się stało? Zaraz wyjaśnimy. Finowie do wojny ze Związkiem Sowieckim szykowali się od roku 1929. Wtedy zaczęły powstawać pierwsze umocnienia na Przesmyku Karelskim, tzw. „Linia Mannerheima”. Był to system obronny rozciągający się na długości około 135 kilometrów i głębokości około 90 kilometrów. W skład tej linii wchodziły pola minowe, granitowe zapory przeciw czołgowe, żelbetonowe bunkry schowane głęboko pod ziemią w taki sposób, aby nie można ich było wykryć z powietrza. Wielu ówczesnych strategów było zdania, że ta linia jest nie do przejścia, nawet w normalnych warunkach atmosferycznych, a co dopiero zimą. Niedługo mieli się o tym przekonać dowódcy Armii Czerwonej, jak i sami żołnierze, którym mówiono, że mieszkańcy Finlandii będą ich witać jako wyzwolicieli!!! 

Krewki "dziadek mróz"!

Pierwszym ważnym czynnikiem, który nie sprzyjał działaniom zbrojnym był mróz. W tej kampanii temperatura potrafiła spaść poniżej czterdziestu stopni Celsjusza. Nie można cały czas atakować, trzeba się czasem okopać. Tylko jak to zrobić kiedy ziemia jest twarda jak granit? Musiano spać w namiotach, w których było tylko trochę cieplej niż na zewnątrz. Ranni Rosjanie nie mieli większych szans na przeżycie. Jeden z pierwszych zagranicznych dziennikarzy, który znalazł się w rejonie walk tak pisał o poległych żołnierzach armii sowieckiej: „Jakże dziwne były zwłoki na tej drodze. Lód zamroził je w pozach, w jakich padli. Poza tym mróz trochę obkurczył ich ciała i rysy twarzy, nadając im sztuczny, woskowy wygląd. Cała ta droga przypominała jakiś wielki gabinet figur woskowych, przedstawiający starannie zaaranżowaną scenę batalistyczną. (…) Jeden z zabitych ludzi zastygł oparty o koło wozu, z długim drutem w rękach, inny ładował akurat magazynek w swoim karabinie”. Finowie natomiast mieli dostęp do bunkrów, w których mróz nie dokuczał, można było zjeść ciepły posiłek, a co najważniejsze, spokojnie się wyspać. Rannych też opatrywano w dogodnych warunkach. 

Zamarznięty żołnierz (ok.1941 roku).
Marzysz o śniegu? Żołnierze sowieccy mieli go po dziurki w nosie!

Drugim ważnym czynnikiem, który spowalniał Armię Czerwoną był śnieg. W niektórych miejscach jego pokrywa miała ponad półtora metra głębokości. Oczywiście takich warunkach poruszanie się jest ogromnie utrudnione. A przecież Finlandia nazywana jest krainą tysiąca jezior. Trudno ocenić gdzie znajduje się dany akwen, wszędzie gdzie okiem sięgnąć, rozpościera się duża warstwa śniegu. Dlatego dla wielu sowieckich czołgów, które wjechały na cienki lód, nie było już ratunku. Jeżeli już przejechały na drugą stronę, często natrafiały na granitowe zapory, które były niewidoczne pod śniegiem. Takie skały powodowały uszkodzenia gąsiennic i innych elementów jezdnych czołgu. Trzecim czynnikiem utrudniającym prowadzenie walki był las, a dokładnie tajga. Trudna do przebycia przez zwykłego człowieka, a co dopiero dla pojazdów. Duże zagęszczenie drzew przeszkadzało w manewrowaniu. Zimą wszelakie ścieżki były zasypane. Żołnierze fińscy pojawiali się błyskawicznie i równie szybko znikali. Każdy z nich potrafił dobrze jeździć na nartach, oraz dobrze strzelać (większość Finów była ubrana w białe maskujące płaszcze, a ponieważ snajperzy czynili sowieckim kamratom ogromne straty, to zaczęto ich nazywać „białą śmiercią”). Jednakże Armia Czerwona, która nie liczyła się z liczbą straconych żołnierzy osiągnęła ostatecznie bardzo wiele. Zajęła całą linię Mannerheima, która była potem systematycznie rozbrajana. Straty w Armii Czerwonej były ogromne (około milion zabitych i rannych oraz 1500 czołgów i 600 samolotów!!!). Finowie stracili około 65 tysięcy zabitych i rannych oraz 100 samolotów. Zawieszenie broni podpisano trzynastego marca 1940 roku w Moskwie. Finom udało się zachować niezależność. 

Finowie przy zdobycznym sowieckim czołgu
Hełmy niczym zamrażarki

Bitwa stalingradzka była toczona od 23 sierpnia 1942 roku, pomiędzy Związkiem Sowieckim a III Rzeszą. Zakończyła się 2 lutego 1943 roku porażką Niemiec. Opisałem warunki panujące na tym terytorium od listopada do lutego, oraz jak sobie z nimi radzono po obu stronach frontu. Zima na dobre rozpoczęła się ósmego listopada. Temperatura spadła do minus osiemnastu stopni Celsjusza. Wołga powoli zaczynała zamarzać. Robiły się kry na rzece, które utrudniały dostarczanie zaopatrzenia walczącym Sowietom.  W armii Stalina nie wszyscy zostali wyposażeni w zimowe mundury (głównie czapki, rękawice, watowane kurtki). Skutek tego był taki, że wielu żołnierzy podczas marszu pozamarzało. Wielu niemieckich żołnierzy, również nie dostało zimowych ubrań, a nawet kiedy dostali to był on nieprzystosowany do klimatu rosyjskiego. Zwłaszcza buty i płaszcze były nieodpowiednie. Natomiast stalowe hełmy działały jak zamrażarki (jedynym wyjściem było owijanie głowy szmatami, czy nawet onucami).  Zdarzały się przypadki, że zdejmowano ubrania z ciał zabitych żołnierzy przeciwnika. Należało się jednak śpieszyć, ponieważ kiedy zwłoki robiły się sztywne, nie można już było takiego trupa rozebrać. Cennym łupem były watowane kurtki i spodnie. Ogromnie ceniono również onuce, które w armii sowieckiej były używane zamiast skarpet. Dużym zmartwieniem był brak rękawic. Dlatego niektórzy zabijali wałęsające się wszędzie psy, a z ich skóry uzyskiwano odpowiedni materiał do zrobienia rękawic. 

Sowieccy kamraci w ciekawych nakryciach głowy
Zasypane rowy - zmora czołgistów!

Mróz dawał się we znaki obu rywalom. Jednak sowieccy żołdacy wytrzymywali go lepiej. Dużym problemem była marznąca mgła. Musiano się posługiwać kompasem, ponieważ widoczność była znikoma. Odmrożenia stóp u żołnierzy niemieckich stały się zjawiskiem bardzo częstym. Nie lepiej było z palcami u dłoni, które były tak spuchnięte, że ledwo mieściły się w osłonie spustu. Na odmrożone kończyny stosowano specjalną żółtą maść, która nie zawsze pomagała. Często wdawała się gangrena, a wtedy ratowała tylko szybka amputacja. Czołgi sowieckie jadące odsieczą walczącym w Stalingradzie, musiały się poruszać po głębokim śniegu. Wiatr często nawiewał biały puch do różnej głębokości rowów. Wjechanie w takie zagłębienie było niemiłą niespodzianką dla załogi. Wielu żołnierzy doznawało wtedy złamań kończyn (głównie ramion), a przypadki wstrząsu mózgu były codziennością. Nie lepiej przedstawiała się sytuacja lotnictwa. Mrozy były tak duże (nawet minus czterdzieści stopni Celsjusza), że silniki w samolotach zamarzały. Nie pomagało nawet rozpalanie pod nimi ognisk. Poza tym, wszelkie opady śniegu, nie mówiąc już o zawiejach czy zamieciach uziemiały pilotów. Sprawa lotnisk, też była nieciekawa. Trzeba było odgarniać śnieg i usuwać lód. Nie tylko mróz był problemem. Podczas odwilży, karabiny zaczynała pokrywać rdza. Wszechobecna wilgoć robiła się nie do zniesienia. Wszystkie rzeczy robiły się mokre i ciężko je było wysuszyć. Pojawiało się błoto, które dodatkowo utrudniało posuwanie się naprzód. Z kolej stwardniała przez mrozy ziemia, powodowała, że pociski z moździerzy i katiuszy odbijały się od niej i przyczyniały się do znacznie większych strat wśród żołnierzy (takie pociski najczęściej trafiały w brzuch). Zdecydowanie najgorzej przedstawiała się sytuacja na otwartym stepie. Kiedy żołnierze się wycofywali, musieli w nowym miejscu kopać bunkry. Nie było to przyjemnością. Ziemia była tak twarda, że nawet rozpalanie ognisk niewiele ją zmiękczało. Oczywiście rozpalano jak posiadano materiał (drewno), o który na stepie niezwykle trudno. Wszystkie chłopskie chaty w okolicy zostawały rozebrane, a zamieszkujących je ludzi wyganiano, często zabierając im wszystkie ciepłe ubrania. Kiedy nie udało się wykopać bunkrów, to spano w dołach przykrytych brezentem. Żołnierze musieli się tulić do siebie, aby choć trochę się ogrzać. Niekiedy wznoszono wały ze śniegu i budowano śnieżne bunkry. W okolicy rzeki Don, armia niemiecka została zaatakowana przez sowiecki korpus pancerny. Tylko jeden most nadawał się do przeprawy. Dlatego wielu Niemców próbowało przejść po zamarzniętej rzece. O ile przy brzegu lód był gruby, to na środku jego warstwa była bardzo cienka. Wskutek tego wielu żołnierzy potopiło się. Niektórym przypominało to przeprawę przez Berezynę w 1812 roku. Armie sowieckie otoczyły zdziesiątkowaną i wygłodzoną 6 Armię marszałka Paulusa. Niemcy walczyli prawie do ostatka sił, wiedząc że w niewoli nie będą mieć większych szans na przeżycie. Zdecydowana większość Niemców zginęła w drodze do obozów pracy lub będąc już w obozach. 

Sowieccy żołnierze w strojach zimowych, pod Stalingradem
Zakończenie

Nadszedł czas na podsumowanie i odpowiedź na zawarte w temacie pytanie. Podczas bitwy stalingradzkiej, zima dała się we znaki armii niemieckiej równym stopniu co Armii Czerwonej w Finlandii. Zarówno Hitler, jak i Stalin spodziewali się szybkiej kampanii. Jednak wypadki potoczyły się zupełnie inaczej. Niemcy mogli wyciągnąć wnioski z poprzedniej zimy, którą również spędzali na terytorium ZSRR. Z niewiadomych przyczyn nie zrobili tego. Poskutkowało to tym, że 6. Armia marszałka Paulusa, musiała walczyć nie tylko z głodem ale i z potwornym zimnem. Żołnierze sowieccy byli przyzwyczajeni do mroźnego klimatu. Jednak zlekceważenie skandynawskiego przeciwnika spowodowało ogromne straty (dopiero po trzech tygodniach walk na Przesmyku Karelskim, Stalin wprowadził nowe, doskonale przystosowane do walki zimą oddziały). Dlatego wniosek nasuwa się sam. Nie można wygrać z zimą, jeżeli nie jest się do niej przygotowanym. Staje się ona wtedy dodatkowym (często trudniejszym do pokonania) przeciwnikiem. Kto tego nie zrozumie, ten już przegrał!

Sowiecki żołnierz pilnuje niemieckiego jeńca
spod Stalingradu (1943 rok)
Bibliografia:

1. Beevor A., II Wojna Światowa, Kraków 2013. 
2. Beevor A., Stalingrad, Kraków 2013. 
3. Czarnota Z., Moszumański Z., Wojna Zimowa, Warszawa 1994. 
4. Suworow W., Ostatnia Republika, Warszawa 2000

Artykuł ukazał się pierwotnie na łamach kwartalnika Nowa strategia Nr 3/2013

1 komentarz:

  1. pociski moździwerzowe odbijały się i trafiały w brzuch . lol :)

    OdpowiedzUsuń

Popularne Wpisy

Nasz Sklep

Instagram

Facebook

Odsłony

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Nasze Grafiki